alkamid bio photo

alkamid

Living in the Cambridge bubble

Github

Tydzień 76/156

Myślałem że doktorantów kalendarz akademicki nie dotyczy, a jednak i mnie przyszło zdać dwa egzaminy w ostatnim tygodniu trymestru postnego. No, takie niby-egzaminy: jedną prezentację (poniżej) przed setką osób, drugą (francuski) przed czwórką.

Stypendium NanoDTC

NanoDTC to jeden z kilku w Cambridge programów doktoranckich (Doctoral Training Centre), które trwają nominalnie cztery lata, z czego w pierwszym roku chodzi się na zajęcia i robi trzy miniprojekty w trzech różnych grupach. Nie wiem dokładnie jak to działa od środka, ale idea jest ciekawa. Normalny doktorat i tak zazwyczaj trwa trzy lata, a tutaj przynajmniej można sobie najpierw sprawdzić kilka projekty i przekonać się, czy pasuje nam grupa, przełożony, sprzęt czy tematyka.

NanoDTC mają też program dla studentów zrzeszonych: taki doktorant dostaje od nich grant (~£3000) na multidyscyplinarne szkolenia, a do tego zaproszenie do udziału w ich seminariach, wykładach albo nawet badaniach. Żeby zostać zrzeszonym, trzeba przygotować dwuminutową i dwuslajdową prezentację i przedstawić ją przed obecnymi studentami, zrzeszonymi i profesorami NanoDTC. Kandydatów było 26, stypendia dostanie 8-10 osób. W zeszłym roku nie dostałem, ale nie mogłem prezentować osobiście, więc się nagrałem. Teraz widzę, że nagrane prezentacje - nawet te dobre - wypadają dużo gorzej, niż żywe. Swoją drogą, niektórzy nagrali się chyba tosterami, tak tragiczna była jakość dźwięku.

Ja, jak zwykle, postawiłem na prostotę i jasny przekaz. Niektórzy w dwie minuty próbowali opowiedzieć skomplikowaną fizykę swoich projektów — w porównaniu do nich moje wystąpienie było dziecinnie proste, a działanie mojego lasera wyjaśniłem dwoma zdaniami. To trochę ryzykowne w świecie naukowym: z jednej strony wnosi to trochę świeżości i pewnie większość mnie zapamiętała, z drugiej mogą wątpić w moje przygotowanie merytoryczne. Mam wrażenie, że akurat te prezentacje to konkurs popularności, więc moja strategia była dobra. Okaże się, gdy dostanę wynik — sprawdzam nerwowo skrzynkę odbiorczą.

Powrót do COMSOLa

Miałem ostatnio przerwę od COMSOLa, czyli programu do symulacji. Jakich symulacji? Prawie wszystkich. To taki kombajn, w którym można zasymulować zarówno reaktor chemiczny, naprężenia w konstrukcji mostu jak i właściwości półprzewodników. My używamy go głównie do analizy światła generowanego przez nasz laser. Moc i jakość lasera zależy od rozkładu światła w materiale, a tym rozkładem możemy do pewnego stopnia kierować.

Riccardo poprosił mnie o powtórzenie symulacji, które robiłem do jego niedawnego artykułu, tylko z innymi parametrami. Nie jest to wprawdzie mój projekt, pomagam tylko R., ale po pierwsze może się zdarzyć że będę to prezentował na jakiejś konferencji, a po drugie lekkie odświeżenie symulacji mi nie zaszkodzi. Symulacje są zwodnicze: stosunkowo łatwo jest wprowadzić model do programu i coś nim obliczyć, ale żeby te obliczenia miały sens, trzeba dobrze zrozumieć problem. Jakościowy wynik należy znać przed symulacją, a od komputera oczekiwać tylko ilościowych informacji. Ale do takiego stanu jeszcze dla mnie długa droga, COMSOL czasem wypluwa mi wyniki, których zupełnie nie rozumiem albo nie przewidziałem…

Symulacja pola e-m.
Symulacja pola e-m.