alkamid bio photo

alkamid

Living in the Cambridge bubble

Github

Tydzień 75/156

Dziś o tym, jak nic nie działa. No, poza nauką języków.

Nadprzewodnictwo

Chyba jednak nie zmierzyłem tego co chciałem. W minionym tygodniu powtórzyłem ten eksperyment kilka razy, w różnych konfiguracjach, ale nie dostałem przekonywającego wyniku, który byłby dowodem na nadprzewodnictwo mojego kawałka ołowiu. Pozostaje mi jeszcze trochę ten kawałek zmniejszyć, co będzie trudne, albo dowiedzieć się o jakiejś innej metodzie pomiaru. Myślałem już o pomiarze optycznym — czy różnica w odbiciu wiązki lasera od kawałka ołowiu w stanie przewodzącym byłaby zauważalna w stosunku do stanu nadprzewodzącego? Czas na krótki przegląd literatury a potem sprawdzenie w praktyce.

Mimo że wynik ekscytujący nie jest, to nauczyłem się ciekawej i przydatnej umiejętności: komunikacji z przyrządami pomiarowymi przez komputer. Zazwyczaj robi się to w LabView, graficznym środowisku programowania, w którym program wygląda na przykład tak:

Skrypt w LabView. Źródło: http://ijme.us/issues/fall2000/software.htm
Skrypt w LabView. Źródło: http://ijme.us/issues/fall2000/software.htm

Liznęliśmy troszkę tego programu na studiach, za co ukłon w stronę prowadzących, ale jakoś nigdy mi się takie graficzne programowanie nie spodobało. Sięgnąłem więc po Pythona, bo ostatnio zaczynam wierzyć że Pythonem da się zrobić wszystko, i napisałem krótki kod obsługujący kontroler temperatury. Wcześniej miałem problem z odpowiednio wolnym ochładzaniem próbki, przez co wskazanie termometru było z pewnością nieco inne niż rzeczywista temperatura. Jak go trochę upiększę, to wrzucę żeby pokazać, jakie to wszystko w Pythonie jest proste.

Sheffield

Wcześniej pisałem, że miałem pojechać do Sheffield, żeby wytrawić nasze próbki. Maszyna się jednak popsuła na tydzień przed planowanym przyjazdem, więc z wycieczki nici. Sytuacja jest denerwująca, ale typowa: w naszej grupie sprzęt stoi nieużywany, bo nikt nie ma czasu się zająć jego ustawieniem, w samym Cambridge nie mamy kontaktów z ludźmi, którzy dysponowaliby taką maszyną, jesteśmy więc zdani na czyjeś laboratorium, na działanie którego nie mamy żadnego wpływu. Jest jednak jakieś światełko w tym tunelu, bo wczoraj dowiedziałem się czego brakuje w naszej grupie, aby sprzęt zadziałał, i przejąłem zaszczytną rolę upierdliwca, który będzie chodził za ludźmi w warsztacie (i nie tylko) i dopytywał, kiedy zrobienie jakiejś tam części dla nas stanie się dla nich priorytetem. Jak się już nieraz przekonałem, metoda jest całkiem skuteczna, mimo oczywistej niedogodności, że wspomniani ludzie mogą na twój widok zacząć uciekać.

Francuski

Nie samą fizyką doktorant żyje. Mamy taki dobry układ, że wydział płaci nam za kursy językowe, z czego chętnie korzystam. Zapisałem się na zaawansowany francuski, po zrobieniu w zeszłe wakacje kursu średnio zaawansowanego. Uczucia mam mieszane, bo za dużo czasu spędzaliśmy na lekcjach na wspólnym sprawdzaniu zadania domowego, podczas gdy odpowiedzi były dla wszystkich dostępne. Tematy lekcji były za to całkiem ciekawe, skupione na wybranych aspektach kultury francuskiej: był maj ‘68, był feminizm i Simone de Beauvoir, Hugo i Zola, były w końcu słynne francuskie banlieues. Jako jedynego obcokrajowca w grupie śmieszył mnie nieco akcent anglików we francuskim; szczególne trudności sprawiają im samogłoski. Z piętnastu osób tylko pięć podeszło do dzisiejszego egzaminu, co mówi dużo o angielskim zacięciu do języków. Egzamin był dość trudny i pewnie ledwo go zdałem, bo nie ćwiczyłem ostatnio gramatyki. To pewnie mój ostatni formalny kurs francuskiego, teraz najbardziej mi zależy na ćwiczeniu mówienia, dlatego w tym miesiącu zaaplikuję jeszcze o stypendium na wakacyjny wyjazd do Francji na tydzień lub dwa. Tymczasem został mi egzamin ustny, na który muszę przygotować prezentację o Komunie Paryskiej, mało znanej rewolucji z silnym akcentem polskim. No to do dzieła!