alkamid bio photo

alkamid

Living in the Cambridge bubble

Github

Tydzień 73/156

Dziś będzie o tym, co pracą naukową jest i nie jest zarazem.

Zamawianie sprzętu

Sporo czasu w tym tygodniu zleciało mi na zamówieniach. Ustawiamy w labie czwarte stanowisko, na którym będzie zamontowany kriostat, który chłodzi bez użycia cieczy kriogenicznych (azotu lub helu). Trzeba zatem zebrać cały zestaw sprzętów. Demokratycznie rozdzieliliśmy zadania, żeby każdy miał coś na głowie. Mnie przypadł nowy komputer, oscyloskop i parę innych rzeczy. Z komputerem sprawa jest prosta, za to ze sprzętem bardziej specjalistycznym zazwyczaj jest tak, że używamy modeli, które wyszły z produkcji. Do naszych celów wciąż nadają się świetnie, ale producenci trochę je ulepszają i sprzedają pod nowymi nazwami. Trzeba więc skontaktować się z firmą i upewnić czy na pewno nie mają gdzieś starego modelu na sprzedaż. Jeśli nie, to poszukać odpowiednika o podobnych parametrach, co jest nie lada sztuką, gdy sprzedawca próbuje wcisnąć jakąś nowinkę, której i tak nie użyjemy, a zapłacimy dodatkowe £200. Jeśli sprzęt kosztuje ponad £1000, trzeba znaleźć dwie konkurencyjne oferty. Czasem trzeba jednak zamówić element, którego odpowiednik trudno znaleźć u konkurencji. Są różne sztuczki, żeby radzić sobie z takimi biurokratycznymi wymogami, na przykład często duzi producenci mają siostrzane spółki, które zajmują się jakimś specyficznym rynkiem — prosimy wtedy o ofertę na której widnieje inna nazwa firmy, co wystarcza naszym księgowym. Na oko to całe zamawianie zajęło mi w tym tygodniu jeden pełny dzień.

Dorabianie części

Pamiętam że na bardzo okrojonych zajęciach z AutoCADa na studiach projektowaliśmy… alejkę drzew i jakąś ławkę. Kto wpadł na pomysł, że bardziej się to przyda fizykowi niż rysowanie mechanicznych części, ten zasługuje na sto batów. A projektować trzeba sporo (raz-dwa na miesiąc), bo często okazuje się że potrzebujemy jakiejś dziwnej końcówki, podstawki, okienka, przesłony czy czego tam jeszcze. Zamiast bawić się w zamawianie, łatwiej to zaprojektować i albo zrobić samemu, albo zlecić to naszym panom warsztatowym. Pierwszą opcję wybiera się, jeśli: mamy zrobiony kurs w warsztacie, część jest bardzo prosta albo panowie warsztatowi mają długą kolejkę zamówień. Na szczęście sam rysunek techniczny w Inventorze jest bajecznie prosty, a większość czasu spędza się na przemyśleniu wszystkich wymiarów, żeby wszystko do siebie pasowało. Przy okazji uczę się takich pięknych słów jak chamfer (podobno faza) czy flange (podobno kryza). Na to też poszedł dzień pracy, a efekty wyglądają tak:

Rysunek techniczny dla ubogich.
Rysunek techniczny dla ubogich.

…i troszkę eksperymentów

Nie był ten tydzień jednak taki zły i udało mi się postawić kilka kroczków do przodu. Wcisnąłem się w grafik labowy (zmieniliśmy tablicę w biurze na elektroniczny formularz!) na dwa dni i wycisnąłem z mojego defektowego lasera ile się dało, czyli zmierzyłem far-field — obraz wiązki w pewnym oddaleniu (3cm) od lasera. Właśnie dlatego musiałem potem projektować część kriostatu (cold finger), że obecna konfiguracja nie pozwala mi na zmierzenie emisji pod dużym kątem. Ale to szczegóły techniczne. Zacząłem też projektować kolejny eksperyment, którego cele są wprost fantastyczne, ale o tym kiedy indziej.