alkamid bio photo

alkamid

Living in the Cambridge bubble

Github

Papiery, papiery

Nie wiem jeszcze jak będą dokładnie wyglądały moje stypendia, więc wstrzymam się z pisaniem o nich jeszcze przez kilka(naście) dni. Za to większość papierkowej roboty mam już za sobą, więc będzie to wpis o biurokracji.

Dostaję stypendium z programu Erasmus Praktyki, więc duża część dokumentów była wymagana właśnie przez nich. Niektóre dokumenty były w teorii bardzo łatwe do zdobycia, jak EKUZ czy potwierdzenie z banku o posiadaniu konta w euro. Niespodzianka — miałem problem z załatwieniem obydwu. List z banku jakoś nie mógł dotrzeć, a NFZ pośrednio przyznał że ma u siebie “lekki bałagan” i tak właściwie nie jestem ubezpieczony od pięciu lat. Na szczęście dało się to jakoś poprawić. Dokumentów erazmusowych jest do załatwienia jeszcze kilka, ale chyba najważniejszym jest Training Agreement (=porozumienie o praktyce), które zawiera dość szczegółowy plan praktyki. Mimo że na stronie informacyjnej terminy dostarczenia papierów są wyznaczone na 4-6 tygodni przed rozpoczęciem praktyki, to myślę że jest to jedynie zabezpieczenie przed załatwianiem wszystkiego na ostatnią chwilę. Ja swój TA dostarczyłem 3 tygodnie temu i nie było żadnego problemu, a zamiast dokumentu z banku wystarczył zrzut ekranu z widocznym moim nazwiskiem, numerem konta i walutą rozliczeniową.

Miałem też drobne problemy z listem intencyjnym (jest potrzebny, jeśli jednostka goszcząca nie ma umowy bilateralnej z Politechniką). DWM nalegał, żeby list był napisany według ich szablonu, podpisany i przesłany pocztą tradycyjną przez administrację w Cambridge. Ludzie w Cambridge z kolei napisali list używając własnego szablonu i przesłali skan drogą elektroniczną. W końcu wyszło na to, że list wyślę sam jak dotrę do Anglii.

Prawdziwe piekło papierowe zaczęło się, gdy trzeba było załatwić formalności w dziekanacie, choć biorąc pod uwagę moją sytuację, nie dziwi mnie to aż tak bardzo. Problem w tym, że zostaję w Cambridge do końca roku, realizując w tym samym czasie siódmy semestr na PWr. Nie byłoby to możliwe, gdyby nie pomógł nam (Maciek i Karolina, którzy są teraz w Würzburgu, musieli przejść przez to samo) dyrektor instytutu fizyki, profesor Misiewicz. Za każdym razem, gdy słowo studentów nie wystarczało, rozmawiał on osobiście z dziekanem w naszej sprawie. Musieliśmy złożyć podanie o realizację siódmego semestru eksternistycznie, to znaczy że nie będziemy chodzić na zajęcia, ale zaliczyć kursy jakoś musimy. Dziekan - idealny człowiek na tej pozycji, naprawdę - zgodził się, żebyśmy zapisali się tylko na trzy stosunkowo łatwe kursy, żeby skupić się na praktykach, a nie na zaliczaniu zajęć. Niestety zgoda dziekana to tylko początek drogi: trzeba było jeszcze dostarczyć kilka podań, listę realizowanych kursów, temat pracy inżynierskiej, zgody prowadzących zajęcia, zgodę promotora, dać indeks do dokładnego sprawdzenia etc. Skompletowanie wszystkiego zajęło nam jakieś 2 tygodnie.

Podsumowując: studentom byłoby dużo łatwiej, gdyby taki proces był bardziej zautomatyzowany lub nadzorowany przez kogoś. Kilka razy zdarzyło się tak, że jedna osoba kierowała nas do drugiej, a druga do pierwszej, bo nikt tak naprawdę nie wiedział co dokładnie trzeba w danej sytuacji zrobić. Mam nadzieję, że w przyszłych latach administracja - nauczona naszym doświadczeniem - będzie lepiej przygotowana na takie sytuacje. W końcu jednak wszystko przecież zostało załatwione, nie ma co narzekać - trzeba tylko rozmawiać z odpowiednimi ludźmi, a najgorsze co może się przytrafić to obolałe od chodzenia nogi.