alkamid bio photo

alkamid

Living in the Cambridge bubble

Github

Cambridge - wybór college'u

Pierwszy problem, który rozwiązać musi przyszły student, to wybór college’u. Czym jest college? Dobre pytanie. Ni to uniwersytet, ni to akademik, ni to wydział… Powiedzmy że University of Cambridge to nazwa zbioru różnych instytucji: college’ów, wydziałów i różnych jednostek administracyjnych, informatycznych i tym podobnych. College to zazwyczaj kompleks budynków, w którym student pierwszego stopnia (undergraduate) uczy się, je, śpi, nawiązuje znajomości, imprezuje i rozwija swoje zainteresowania. Doktorant odejmuje od tego uczenie się (bo pracuje na wydziale), częściej też mieszka poza college’em. Taki college ma własną restaurację, portierów, sale wykładowe, obiekty sportowe, kaplicę, chór, dział informatyczny, ogrodników, i tak dalej. Są college stare (np. Peterhouse z 1284), są i nowe (np. Churchill sprzed 50 lat), tradycyjne i nowoczesne, prawicowe i lewicowe, żeńskie i doktoranckie… ale na ich temat powstała już niejedna książka, więc nie będę marnował pikseli. Dociekliwych odsyłam na przykład tutaj. </p>

W aplikacji na doktorat wybiera się pierwszą i drugą preferencję college'u. Po przyjęciu przez wydział, nasze CV i referencje ogląda komisja w pierwszym college'u -- jeśli stwierdzi, że się nie nadajemy, dokumenty idą do drugiego. Jeśli temu też się nie spodobamy, trafiamy do zbiornika zwanego pool i przydzielany jest nam college, który ma wciąż wolne miejsca. Do wyboru jest 31 college'ów. Ja wybrałem Trinity Hall (TH) jako pierwszy, i Churchill jako drugi. Czym się kierować? 1. Po pierwsze, trzeba sobie na początku zakodować i powtarzać co jakiś czas: nie kieruj się prestiżem, architekturą, wiekiem itd. O ile może mieć to znaczenie na studiach pierwszego stopnia, na doktoracie nie ma, bo college nie ma żadnego związku z naszą pracą naukową. Jesteś w Trinity, w którym uczył (się) Newton? Świetnie, a w moim był Stephen Hawking. Z każdego college'u wyszedł ktoś sławny, więc nie ma co się punktować. 2. Mieszkanie. To było moje najważniejsze kryterium. Stare, średniowieczne college wyglądają pięknie, ale podobno strasznie w nich chłodno zimą. Ponieważ szukałem pokoju dla siebie i Ewy, od razu mogłem kilka pozycji skreślić z listy -- niektóre college oferują tylko jednoosobowe pokoje. Bardzo przydatna była ta tabelka. Oczywiście nie muszę (jako doktorant) mieszkać w college'u, ale ponieważ ceny są porównywalne lub nieco niższe od prywatnych mieszkań, na pewno warto to rozważyć. TH w pierwszym roku gwarantuje zakwaterowanie - dla par jest to przytulne mieszkanie za 800 funtów miesięcznie. 3. Stypendia. Jak się okaże w kolejnych wpisach, aplikując na doktorat, trzeba wyszukać jak najwięcej stypendiów, żeby zwiększyć swoje szanse na przyjęcie. Mniej zamożne college nie oferują stypendiów, niektóre przyznają tylko kilka i to z zaostrzonymi kryteriami (do konkretnego przedmiotu lub kraju pochodzenia). TH co roku oferuje około 6 stypendiów doktoranckich, aplikuje około 80 osób. Co ważne, żeby można było się o nie ubiegać, college zazwyczaj wymaga, by wybrano go jako pierwszy, nie drugi. Bogatsze college oferują doktorantom dodatkową pomoc finansową, np. przez cały doktorat mogę w TH wykorzystać £1000 na potrzeby naukowe: książki, konferencje itp. 4. Konkurencja. Głupio jest wybrać dwa college, do których najtrudniej się dostać, tzn. Trinity (900 osób na 200 miejsc) i King's (600 osób na ~120 miejsc, dane z 2011/12). Swoją drogą, nieraz już słyszałem, że ktoś "nie wiedział nic" o systemie college'owym i po prostu zaznaczył te dwa, ponieważ kojarzył ich nazwy, dlatego statystyki są nieco zawyżone takimi właśnie wybrykami. TH ma około 200 aplikantów na 100 miejsc, a w razie gdyby się nie udało wybrałem Churchill, który z 280 chętnych przyjmuje około 200. 5. Położenie. Medycy raczej nie wybiorą Girtonu (8km do szpitala), a fizycy Homertonu (5.5km do instytutu), chociaż Cambridge jest na tyle małe, że właściwie wszędzie można dojechać w mniej niż pół godziny, a przykłady które podałem są naprawdę skrajne. Kto woli ciszę, wybierze spokojny college otoczony parkiem. Kto lubi być w centrum, może pójdzie do King's, przed którego bramą tłoczą się turyści. Główny kampus TH znajduje się w centrum miasta, ale kampus doktorancki jest cały zielony i nieco oddalony od centrum, za to bliżej Cavendisha, czyli mojego wydziału -- dojazd rowerem zajmuje mi może 5 minut. 6. Jedzenie. Ja jem w domu, ale jeśli ktoś woli, to może się stołować w college'u. Różnice są dość duże -- od pyszności po zwyczajne dania, od wysokich (£4-5 za lunch) po niskie (£2-3) ceny. TH ma kafeterię tylko na głównym kampusie, ceny są średnie, a jakości jeszcze nie miałem okazji ocenić. 7. Atrakcje. Jak wspomniałem, college mają swoje boiska, siłownie, korty itp. Jeśli lubisz śpiewać, warto sprawdzić, czy college ma jakiś zespół. Chór jest chyba wszędzie. Jeśli grasz na organach -- czy kapliczny instrument udostępniany jest studentom. Jeśli podnosisz ciężary, dobrze mieć pod ręką siłownię. Wiosłują wszyscy, więc nie trzeba sprawdzać. Ja chciałem pianino i korty tenisowe -- i mam je w zasięgu 50m. A do tego klawesyn (!), boiska do futbolu, krykieta, krokieta, rugby, lacrosse (?) i nie wiem czego jeszcze. A, i dwie łódki. 8. Ludzie. Mówią, że każdy znajdzie w college'u dobrych znajomych, ze względu na ich zróżnicowanie. Chyba rzeczywiście tak jest. Mogę sobie wprawdzie wyobrazić, że niektórzy woleliby college doktorancki (żeby się ci undergrads pod nogami nie pałętali!) albo żeński (żeby... hmm, właściwie to dlaczego?), albo lewicowy (bo może nam przeszkadzać, widoczny jednak, brytyjski podział klasowy). Warto też wiedzieć, czy MCR (Middle Combination Room, nazwa społeczności doktorantów) jest aktywny -- w TH dzięki "starszakom" mieliśmy bardzo przyjemny tydzień powitalny. Czy dany college nas przyjmie -- trudno powiedzieć. Na pewno mocne CV pomaga, ale czasem nawet to nie wystarcza. Krążą pogłoski -- choć nie wiem czy nie powielam miejskiej legendy -- że college starają się zachować różnorodność płci, narodowości i rasy, więc teoretycznie bycie białym, skośnookim Nigeryjczykiem może pomóc. Pogłoski te nie są jednak zbyt przydatne, bo  -- odkładając powyższy przykład na półkę -- jakim sposobem możemy przewidzieć, czy równocześnie z nami nie aplikuje pięć innych osób o podobnym pochodzeniu i statusie? Ja po dwóch tygodniach wciąż uważam, że wybrałem najlepiej!