Wykłady są za długie!

Jestem pewien że ta kwestia została już nie raz zbadana, a w literaturze naukowej można znaleźć ciekawe wnioski. Być może więc odkrywam na nowo Amerykę, ale najwyższy czas, żeby prowadzący usłyszeli głos prostego studenta w tej sprawie.

Niekończący się wykład

Na PWr, wykład trwa zazwyczaj półtorej godziny, zwykle z piętnastominutową przerwą. Tu pojawia się pierwszy problem: wielu prowadzących uważa przerwę za opcjonalną. Niektórzy pytają studentów, czy chcą przerwę – i zazwyczaj co najmniej jeden student chce, ale nie chce się odezwać, skoro inni milczą. Inni w ogóle nie zawracają sobie głowy pytaniem studentów o zdanie.

Skupienie uwagi na jednym temacie przez więcej niż godzinę jest (dla mnie) niemożliwe. Mój umysł ucieka więc na chwilę, żeby się rozproszyć, ale gdy wraca do wykładu, orientuje się że nie zarejestrował ważnego ogniwa wywodu, co nie pozwala mu dobrze pojąć dalszego rozumowania, dlatego ucieka znowu, bo umysł nienadążający to umysł znudzony – i mamy błędne koło. Znam ludzi, którzy potrafią utrzymać koncentrację przez cały wykład, ale większa część ma odczucia podobne do moich. I nie chodzi o to, że jesteśmy słabymi studentami – to archaiczny system jest niedopasowany do naszych potrzeb.

Gdy prowadzi się wykłady, pewnie bardzo łatwo jest zapomnieć jak to jest być studentem po drugiej stronie. Wykładowca przecież musi pozostać skupiony, inaczej by pewnie zapomniał co ma powiedzieć za chwilę. Sam miałem okazję wygłosić kilka prezentacji na konferencjach czy zwykłych seminariach. Oczywiście nie jestem zaprawionym wykładowcą i stres zrobił swoje, ale różnica w zaangażowaniu jest tak kolosalna, że nawet starzy wyjadacze muszą ją odczuwać. Dlatego wybaczam Wam, drodzy profesorowie, na których wykładach walczę ze snem, bo wierzę w Wasze dobre intencje. W końcu studentami byliście dawno, więc zdążyliście o tym zapomnieć.

Dla porównania: w Cambridge wykłady trwają około 50 minut. Na amerykańskich uniwersytetach, co można sprawdzić np. na OCW, mniej więcej tyle samo. Spytałem znajomych z Indii – również trochę mniej niż godzina. Niestety, nawet na najlepszych uniwersytetach zdarzają się przydługie zajęcia.

Oczywiście, skrócenie wykładów o połowę to dobry punkt wyjścia, ale pod żadnym pozorem nie powinniśmy na tym spocząć. Dlaczego? W zeszłym roku byliśmy świadkami narodzin i szybkiego rozwoju kilku platform do nauki on-line na poziomie uniwersyteckim: Coursera, edX.org, Khan Academy etc. Wykłady w formie wideo twórcy kursów mogą edytować do woli – i co robią? Dzielą je na fragmenty, które trwają po 10-25 minut! Dlaczego to robią, zamiast wrzucać wykład w całości? Bo ich misją jest zapewnić jak najlepszą jakość edukacji (cel, o którym niektóre uniwersytety niestety dawno zapomniały) i widzą, że wykłady w krótszych odcinkach dają lepsze rezultaty.

Dwa postulaty

Drodzy dziekani, dyrektorzy, administratorzy i rektorzy: jeśli studenci na Waszym uniwersytecie muszą przesiedzieć na wszystkich wykładach dłużej niż godzinę, to jakość nauczania w Waszej instytucji jest mierna. Skróćcie wykłady. Suma ich długości może oczywiście zostać taka sama, ale jeden długi wykład można przecież podzielić na dwa krótsze, które przy okazji da tym bardziej zmotywowanym studentom czas na powtórzenie materiału w międzyczasie. Chyba że wprowadzicie kursy Zen – wtedy będziemy w stanie skupić się tak długo jak tylko chcecie.

Szanowni prowadzący, oto mała rada od skromnego studenta: co 15-25 minut, gdy kończycie omawiać jedno zagadnienie, dajcie studentom chwilę oddechu. Zadajcie ciekawe pytanie na temat tego, co właśnie powiedzieliście (przy okazji wyłapiecie tych zdolniejszych), przeprowadźcie eksperyment, opowiedzcie śmieszną historię z Waszego życia, podzielcie się najnowszymi uniwersyteckimi plotkami lub po prostu wyjdźcie z sali i dajcie im odpocząć. Zapewniam Was, że taki kurs i prowadzący będą lubiani dużo bardziej niż inne!

8 thoughts on “Wykłady są za długie!

  1. Dobrze prawi, earl greya mu!

    Sądzę, że podział na PWr nie byłby czymś trudnym do wykonania. Większość wykładów jest właśnie w wymiarze 2×45, stąd podzielenie go na dwa odrębne wykłady w różnych dniach byłoby na dzień dzisiejszy najlepszym rozwiązaniem. Sam jestem w stanie się skupić na pełnym wykładzy tylko około godziny 11-12, bo wtedy jestem najbardziej aktywny. Po południu jeszcze nigdy mi się to nie udało.

  2. Problemy techniczne mnie męczą. Podzielenie wykładów na per godzina w sytuacji, kiedy będziesz siedział na uczelni tyle samo czasu co wcześniej, niewiele da. Wydłużenie przerw da odpocząć, ale sprawi, że będziesz tam od rana do wieczora.

    Z drugiej strony po wyrzuceniu nic nie dających przedmiotów-śmieci zrobiłby się czas na wszystko. Ustawianie planu w ludzki sposób, a nie metodą rozkładu losowego, jak obecnie, też wiele by dało. (teraz jesteśmy w fazie zmieniania sobie planu, sale są wolne, wykładowcom też bardziej pasuje – nie można tak było od razu?) W sumie więc realizowalna i sensowna koncepcja. Od siebie dodałbym też 2 dłuższe przerwy w godzinach obiadowych, żeby ludzie mieli kiedy coś zjeść.

    Wybranych przedmiotów, szczególnie ćwiczeń, nie powinno się tak rozdzielać, ale ustawienie 2 bloków po sobie rozwiązuje ten problem.

    1. Jakub: No jasne, zająłem się tylko kwestią trwania wykładów, a nie całkowitym uzdrowieniem systemu. Co do ćwiczeń pełna zgoda, bo na nich – teoretycznie – studenci są zaangażowani. A co do rozkładu losowego godzin zajęć, to często na początku semestru zastanawiałem się, czy algorytm ustawiania planu ma jakieś fundamentalne ograniczenie matematyczne (jak problem komiwojażera). Mimo że parametrów jest stosunkowo dużo (wykładowcy, sale, przedmioty), to intuicja mi podpowiada, że dobre programy do automatycznego ustawiania planu istnieją. Ale może owa intuicja mnie zawodzi, skoro nasz zacny wydział się takiego nie dorobił?

  3. Nie moja uczelnia, nie moja piaskownica ani moje zabawki, ale nie do końca mogę się zgodzić.
    Po pierwsze – naprawdę? macie 15-minutowe przerwy? i nikt nie puka się w czoło twierdząc, że studenci do reszty się rozbisurmanili? Jeśli nie znajduje się nikt odważny, kto by upomniał się o przerwę, to jest to problem nie wykładów ale studentów, a niereformowane jednostki w postaci ignorujących zasady uczelniane wykładowców, to również nie tyle wina systemu, co oporu materii. Dla porównania u nas (na UMP) pół roku temu Samorząd – w porozumieniu z Prorektorem – zaczął propagować 2-minutowe przerwy,a i tak z miernym rezultatem. Jak dla mnie 90 minut przedzielone 15 minutową przerwą to utopia.

    Po drugie, z doświadczenia innych studentów wiem, że jeśli wykłady trwają 45 minut (takie na przykład mają farmaceuci) to frekwencja jest na nich koszmarnie niska, co wynika z tego, że student kalkulujący, że dojazd na wykład i powrót z niego zajmie mu co najmniej tyle, ile sam wykład, zostaje w mieszkaniu i zadowala się samodzielną nauką.

    Po trzecie, co by ponarzekać, jak jest okazja (żaden to zresztą argument), inni mają jeszcze gorzej – studenci mnóstwa kierunków z tzw. WNoZu (Wydział Nauk o Zdrowiu), czyli ratowictwo, fizjoterpia i inne podobne, chodzą na obowiązkowe wykłady zblokowane, czyli trwające 4-6 godzin z opcjonalnymi przerwami.

    A możliwe, że po prostu funkcjonuję w prearchaicznym systemie (jakkolwiek to brzmi) i wydaje mi się, że jak ktoś ma 15minutową przerwę, to powinien być szczęśliwy z tegoż powodu. Natomiast z drugim postulatem zgadzam się w stu procentach :-)

  4. To fakt, ale uczelnia powinna podejmować kroki poprawiające jakość nauki, kwestię motywacji pozostawiając studentom. To “niby” dorośli ludzie. Jeśli wykłady będą blokami (a powinny) problemu nie będzie.

    Ustawienie planu to zajmująca kwestia. Nienawidzą go studenci i wykładowcy. Dziekanatowi najwyraźniej to obojętne.

    Innym ciekawym problemem jest istnienie wykładów na 7:30, jeszcze obowiązkowo pozbawionych przerwy. Pewna część populacji (tzw. skowronki) dobrze to znosi, dla innych to czysty koszmar. Ludzie często mają pracę na 8 rano, ale zdecydowanie nie wymaga się od nich wtedy wysiłku intelektualnego.

  5. Ania: ale cóż to za argument, że UMP traktuje swoich studentów jeszcze gorzej niż PWr? Gdybym porównywał z polskimi uczelniami, to pewnie wypadlibyśmy nie najgorzej, ale to złe porównanie, bo wprowadza złudzenie dobrostanu.

    Frekwencja to sensowny argument przeciw, ale tylko pod warunkiem, że zajęcia nie są ułożone w blokach – a jak zauważył Kuba, tak właśnie powinny być ustawione.

    Być może nie wyraziłem się jasno we wpisie: ja przerwy nie rozumiem jako “no to teraz dzieciaczki idźcie pobiegać po korytarzu”, tylko tak jak napisałem w ostatnim akapicie, jako chwilę rozluźnienia. Poza tym, żeby było jasne: dla mnie 15 minut przerwy w godzinie to wystarczająco, ale wolałbym, żeby potem zaczął się inny wykład, a nie ten sam (postulat 1), a dodatkowo te 15 minut mogłoby się rozkładać na kilka krótszych przerw (2).

    Kuba: tajemnica braku przerwy w porannym wykładzie, gdzie jest bodaj najbardziej potrzebna, pozostanie dla mnie niepojęta. Barbarzyństwo, choć ja raczej do tych ćwierkających należę.

  6. Żaden to argument, co zresztą wcześniej napisałam.

    Pierwszy postulat, jeśli dobrze zrozumiałam dotyczył skrócenia wykładu, drugi – urozmaicenia go o zabawne historie, chwilę odpoczynku, krótkie przerywniki. Nie widzę powodu, dla którego po takiej przerwie nie miałby się zacząć ten sam wykład (tzn. z pierwszym postulatem wciąż się nie zgadzam). Jeżeli zacząłby się drugi wykład z tego samego przedmiotu, to dla mnie bez różnicy, czy nazwiemy to dwoma wykładami czy jednym podzielonym. Są zagadnienia, które z trudem omawia się – kondensując i tak materiał – w 90 minut. Dzielenie tego jeszcze na pół szatkuje nam zakres wykładu, co do którego wolę, gdy jest zamkniętą całością. To nawet wygodniejsze dla studentów. Nie wszystkie wykłady są ciekawe, umówmy się, a w momencie gdy próbuję wycelować akurat w ten ciekawy czy po prostu trudny, jak np. białaczki, to duża bardziej wolałabym raz przyjść na wykład z białaczek niż dwa czy trzy razy. Uważam, ze 90 minut włącznie z przerwą (jakiejkolwiek długości) to optimum.

    Poza tym przywołane przez Ciebie Khan Academy (bo ten z wymienionych znam i bardzo mi przypadł do gustu) moim zdaniem nie jest na poziomie uniwersyteckiej wiedzy, przynajmniej to co przesłuchałam. Dużo łatwiej dzielić na krótkie odcinki materiał, który nie rozpędza się z analizą zjawiska, a jedynie omawia je z pewnymi uproszczeniami. W przeciwnym razie mielibyśmy po 10-15 filmików dotyczących tego samego zagadnienia i to już mogłoby zniechęcić niektórych słuchaczy.

    Na mojej uczelni funkcjonują wykłady zblokowane, i, wierzcie mi, nigdy nie słyszałam o nich dobrego słowa. Jest to raczej najwyższa forma uprzykrzania życia studenckiego i braku pomyślunku. Chyba, że byłyby to dwa zblokowane wyłady 45minutowe, to jeszcze można się nad tym zastanowić.

    Uważam, że naprawdę dobrym pomysłem jest zadawanie pytań do publiczności po omówieniu jakiegoś fragmentu materiału albo w celu wyłapania zdolnych albo w celu wyłapaniu, czy studenci w ogóle zrozumieli co się do nich mówi. Byłam w swojej karierze studenckiej chyba na jednym takim wykładzie, ale, mimo że temat nie był porywający, to pytania prowadzącego nie pozwalałby na odpływanie myślami.

  7. A ja jednak będę obstawał, że 90 minut nie jest optymalne. Jest bardzo mało zagadnień, których nie da się wytłumaczyć w godzinę – z mojego doświadczenia wynika, że zazwyczaj wykład jest zwyczajnie źle zaplanowany, i poświęca się czas na rzeczy niepotrzebne. Ale to już zmiana tematu na poziom przygotowania prowadzących – dużo łatwiej przecież przyjść i zacząć opowiadać “jak leci”, niż to wszystko wcześniej przemyśleć.

    Po drugie, ja odczuwam różnicę między kontynuowaniem tego samego wykładu po przerwie, a zaczęciem nowego. Rolnicy już dawno wynaleźli płodozmian (: No i przywołujesz kwestię “wycelowania” w ciekawy wykład, która oczywiście na większości kierunków jest słuszna, ale z zasady wszystkie wykłady powinny być potrzebne i nie powinno się nic wybierać.

    Po trzecie, wracając do KA, rzeczywiście tematy są bardzo zróżnicowane i np. filmiki medyczne są na takim poziomie, że ja je bardzo dobrze rozumiem, ale matematyka (algebra i analiza) obejmuje mniej więcej pierwszy i kawałek drugiego roku studiów technicznych. KA to zresztą niezbyt dobry przykład z mojej strony, bo to zupełne odejście od tradycji wykładów. Lepiej byłoby mówić np. o edX.org, które jest przeniesieniem uniwersytetu do Internetu. Może Cię zainteresować np. taki kurs: https://www.edx.org/courses/HarvardX/PH278x/2013_Spring/about

    Nie wiem czy Ty, Kuba i ja mamy na myśli to samo, gdy mówimy o ustawieniu wykładów w blokach – ja zwyczajnie wyobrażam sobie, że zajęcia trwają od 9:00 do 12:00, potem przerwa na jedzenie, i potem jeszcze jakieś 2 godziny – żeby nie trzeba było przychodzić na jeden wykład rano, potem jeden po południu i na dobitkę jeden wieczorem.

Dodaj komentarz