Fizyka 1, 2 i 3

Jest to pierwszy z cyklu wpisów o zajęciach na Politechnice Wrocławskiej, który mam zamiar prowadzić przez następne kilka miesięcy.

Fizyka 1 i 2 to kursy, których na Politechnice ominąć się nie da – obowiązują nawet studentów matematyki. Trzecia część kursu fizyki jest zaś nauczana tylko na kierunkach ściśle związanych z tą dziedziną, a więc na Fizyce, Fizyce Technicznej i niedawno utworzonej Optyce. Prowadzenie wykładów z fizyki na WPPT przypada najczęściej profesorom, a ćwiczeń – doktorantom i młodym doktorom. Na innych wydziałach bywa różnie; domyślam się, że Budownictwo ma bardziej rozwiniętą mechanikę, Elektronika – elektromagnetyzm itd.

Ja miałem niewątpliwe szczęście, bo prowadzącym był profesor Antoni Mituś, człowiek o ogromnej wiedzy i świetny dydaktyk. Każdy wykład zaczynał pięciominutowym przypomnieniem poprzednich zagadnień w języku angielskim. Ciekawy i przydatny zabieg dla pierwszoroczniaków, którzy szybko będą musieli się zmierzyć z angielskimi podręcznikami i materiałami. Wykład zdawał się od początku do końca przemyślany, a w przerwie prowadzący siedział w skupieniu, jakby przygotowując się do kolejnych 45 minut. Czasem padały pytania w kierunku studentów i słowa zachęty do odpowiedzi – jeśli odpowiedziało się dobrze, zawsze dostawało się pochwałę.

Ćwiczenia z Fizyki 1 miałem z doktorem z grupy Mitusia, Grzegorzem Pawlikiem. O ile dobrze pamiętam, mieliśmy do wyboru jeszcze Rafała Orlika i Wojciecha Rudno-Rudzińskiego. Na drugim semestrze (czyli przy Fizyce 2) prof. Mituś postanowił, że zrobi z nami eksperyment i poprowadzi grupę ćwiczeniową, do której zgłosić się mogli ochotnicy “bardziej ambitni”. W praktyce oznaczało to, że na zajęciach skupialiśmy się na zadaniach z gwiazdkami, podczas gdy pozostałe grupy robiły tylko zadania “zwykłe”. Próbowaliśmy też rozwiązać kilka zagadnień z książek “A Guide to Physics Problems“, a właściwie zrozumieć podane tam rozwiązania. Szło to różnie, mam wrażenie, że często nie wyrabialiśmy się z planem, ale większość studentów była zadowolona z uczestnictwa w tej “specjalnej” grupie. Każdy miał być przygotowany na ćwiczenia – jeśli nie umiało się rozwiązać zadania, tzn. nie podchodziło się do tablicy lub nie wiedziało się zupełnie jak do rozwiązania podejść, dostawało się minusa. Za rozwiązane zadanie: plus.

Bardzo dobrym pomysłem Profesora było zaproszenie na ćwiczenia ludzi z Instytutu Fizyki, o których mogliśmy myśleć jak o przyszłych promotorach. Mieliśmy wtedy pierwszą styczność z Andrzejem Radoszem – kosmologiem, Janem Misiewiczem od spektroskopii nanostruktur czy Kariną Weron od fizyki statystycznej. Oczywiście mało kto był wtedy na tyle obeznany, by móc wybrać swoją dalszą ścieżkę, ale przynajmniej wiedzieliśmy, jaki mniej więcej mamy wybór. Antoni Mituś z czasem przybrał funkcję nieformalnego opiekuna naszego roku (funkcję, której moim zdaniem brakuje na tej uczelni). Stymulował do myślenia o przyszłości, do interesowania się badaniami grup naukowych, wstawiał się za nami u innych prowadzących, a ci “skarżyli się” na nas u niego. Pamiętam pierwszy wykład z Fizyki 1: było tak dużo ludzi, że niektórzy musieli siedzieć na schodach sali wykładowej (tak, na pierwszym roku było nas dużo, poza tym mieliśmy zajęcia wspólnie z Inżynierią Biomedyczną). Kiedy wszedł profesor i to zobaczył, od razu stwierdził że tak nie może być, przyprowadził jakiegoś innego wykładowcę, żeby zobaczył “co tu się dzieje”, a następnie załatwił przeniesienie do większej sali.

Warte opisania są też zaliczenia wykładu, bo były dość nietypowe. Na egzamin pisemny można było przyjść z całym wózkiem materiałów pomocniczych: notatki, zeszyty, książki, podręczniki, ale oczywiście nie komputery. Z takiego egzaminu można było dostać maksymalnie ocenę dobrą (albo dobrą +). Jeśli udało się to osiągnąć, można było podejść  do egzaminu ustnego. Zagadnienia do tego etapu były wcześniej podawane – oczywiście obejmowały materiał z wykładu. Jeśli ktoś chciał zdobyć ocenę celującą, musiał dodatkowo nauczyć się kilku (3-5) nieco bardziej zaawansowanych zagadnień. Takim prostym sposobem praktycznie wyeliminowane było ściąganie. Profesor jest zasadniczy – nie pozwala podchodzić do egzaminu w stroju niewyjściowym, ale stosuje ten sam standard wobec siebie: gdy raz spóźnił się o 15 minut na egzamin ustny, studentom, którzy byli z nim umówieni, zaproponował od razu piątki. Za to tuż przed egzaminem z Fizyki 3 dostaliśmy taką wiadomość:

Studenci, którzy w poprzednim semestrze (drugi) uzyskali ocenę z egzaminu z fizyki co najmniej 5.0 (bdb) są zwolnieni z pisania egzaminu i mają zagwarantowaną ocenę 4.0 (db). Ci studenci mogą przystąpić do egzaminu ustnego na wyższą ocenę (…)

Opłacało się więc traktować cały kurs Fizyki jako jedność, starać się zdobywać plusy i dobre oceny. Akurat w tym przypadku wiązało się to z systematyczną nauką i zrozumieniem materiału – nie zawsze warto starać się o dobrą ocenę, ale o tym innym razem. Dla przeciętnego studenta, nawet dobrze przygotowanego, egzamin ustny jest na pierwszych semestrach stresujący. U prof. Mitusia nie były one ani łatwe, ani trudne – niełatwe, bo trzeba było znać dokładnie zadane zagadnienie i umieć je połączyć z wiedzą zdobytą na poprzednich semestrach; nietrudne, bo jednak zagadnień na celujący było niewiele.

Oczywiście profesor nie jest przez wszystkich lubiany, ale nie w stronę ocen prowadzących chcę te wpisy kierować. Na pewno daje on swoim studentom to, co na początku studenckiej drogi bardzo ważne: pasję do nauki, dociekliwość, uczciwość, wnikliwość i umiejętność podążania własną ścieżką. Po czterech latach spędzonych na PWr, mogę bez wahania powiedzieć, że były to jedne z najlepszych wykładów, na jakie dane mi było uczęszczać.

5 thoughts on “Fizyka 1, 2 i 3

  1. Nie jestem pewny czy aby funkcja “opiekuna roku” jednak nie istnieje, i czy nie piastuje jej prof. Lucjan Jacak.

    Zacna idea, popieram, niech następne pokolenie fizyków wie co wybiera idąc na tą uczelnię (ew. wybierając prowadzącego, o ile będzie taka opcja). Szczególnie że wyżej wymieniony kurs wart jest rozsławienia.

    Czekam na wpis o spektroskopii. Z zaliczeniem opisanym z detalami.

  2. Budownictwo – eee tam mechanikę, raczej wytrzymałość materiałów i trochę mechaniki, a wszystko skodyfikowane w masę przepisów zwanych normami;)

  3. Popieram pomysł. Sam próbuje sie zebrać do przerobienia notatek z wykładów na format skryptu, lecz wiadomo, że wymaga to czasu.

    Jest pewne, ze ten kurs jest wart rozslawienia. Przede wszystkim dlatego, że profesor stara się nie trzymać ram programowych, a próbue nauczyc tego co fizyk wiedziec powinien.

Dodaj komentarz